Shouldn't you be working?

30 komentarzy

Nie wiem czy są jakieś sposoby na leczenie uzależnienia od serwisów społecznościowych, ale na mnie żadne do tej pory skutecznie nie działały. Jak objawia się takie uzależnienie? Włączasz przeglądarkę w konkretnym celu, chcesz znaleźć rozwiązanie problemu albo przeczytać dokumentację, a po pół godziny spostrzegasz, że ojej siedzę na facebooku i bezmyślnie klikam.

Próbowałam już wielu metod zaradczych, z których kasowanie kont miało najlepszy i najbardziej miarodajny skutek. Niestety posiadanie pracy i zainteresowań związanych z tematem, wcale tej sprawy nie ułatwia. I nie jest to nawet kwestia wycięcia konkretnych serwisów społecznościowych. Był IRC, można było ślęczeć przy nim bez sensu all night long. Potem pojawił się jogger i można było pół dnia scrollować stronę główną albo wdawać się w dyskusje w komentarzach (remember?). Potem poszło już z górki, bo pojawił się blip, facebook, nasza klasa.

To nie jest problem jednego serwisu, to problem polegający na znikomej bezpośredniej dotkliwości ślęczenia na tych serwisach.

Kwarantanny? Sure. Są bardzo skuteczne, dają złudne poczucie kontroli nad sobą i otoczeniem. Nawet jeśli z takiej kwarantanny nie wróci się na porzucony serwis społecznościowy, to zawsze pojawiają się kolejne (oh hi G+, I love you!). I przecież już tak silnie kontrolujesz swoje poczynania w internecie, że nic się nie stanie jeśli raz dziennie, na chwileczkę, na momencik wejdziesz sobie na serwisik i zobaczysz co tam u innych.

Gdzieś po drodze pojawiają się jeszcze smartfony. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy na swoim smartfonie nie sprawdzał maila w środku nocy. W międzyczasie też spopularyzowała się grywalizacja w społecznościówkach. Można było np zdobyć badge za 10 wizyt na siłowni/fitnessie w ciągu 30 dni (można zgadywać kto go solidnie wypracował) na foursquare.

I nadal szukam rozwiązania, a wszystkie zdają się być zbyt doraźne. Szczęśliwie byłoby gdybym nie umiała obejść takich zabezpieczeń jak StayFocusd, a najwygodniej byłoby, gdyby ktoś miał roota na mojej stacji roboczej i kontrolował iptables, tak, żebym nie miała do niego dostępu.

Broadcast message - 3 kwartał '11.

16 komentarzy

Tutaj już raczej nigdy nie będzie tak często jak kiedyś bywało. Toteż, tylko broadcast message, bo nie chcę całkiem uśmiercać tego bloga.

  • Zmieniłam pracę, dalej programuję w pythonie, jestem podobno faszystką od 80 kolumn (MWAHA!), czyszczę kod pyflakesem z uporem maniaczki, walczę z redisem i solrem. Mam różową konewkę, jestem Watering Can Operator From Hell (WCOFH). Wreszcie pracuję w miejscu gdzie wszystko jest tak jak być powinno, a nawet lepiej (i nadal szukamy programistów!).
  • Przeszłam ostatnie starcie z dziekanatem, teraz przechodzę męki walcząc z magisterką, która od czerwca utknięta była na etapie 17 stron.
  • Byłam na PyConie. Jadę na RuPy. Regularnie zasilam szeregi PyWawu i DjangoPiwo. I jeszcze na WRUGu mnie będzie można znaleźć, chociaż z Ruby wiele wspólnego jeszcze nie mam.
  • Jestem potworem muffinowym. Weekend bez pieczenia muffinów jest weekendem straconym. Nie ma się jednak co oszukiwać, te wypieki nie należą do praco- ani czasochłonnych, więc nie jest żadnym wyczynem w sobotę przed kawą upiec sobie coś słodkiego.
  • Byłam na urlopie nad morzem. Pogoda była dokładnie taka jakiej należy się spodziewać nad polskim morzem. Raz zmusiłam się do wejścia do wody. Ze względu na warunki atmosferyczne zarządziłam aktywność fizyczną na korcie tenisowym, dwa dni pod rząd, kolejne dwa dni moje ręce odmawiały posłuszeństwa. Brawa dla tej pani.
  • I will fork you, and clean up your code, or fix something a little bit.
  • Jestem ruda, mam sztuczną inteligencję. Liczę, że ktoś się na to nabierze ;).
  • Przeprowadziłam się.
  • Ostatecznie zerwałam z facebookiem, moje konto jest bezfriendowe i istnieje w celu zapisywania się na eventy oraz podłączania aplikacji facebookowych. Jest mnie natomiast dużo na Google+.

Porządek musi być... ale chyba tylko u mnie.

20 komentarzy

Im więcej pracuję z innymi ludźmi, to jest pracujemy nad jednym projektem, rozwijamy kod, który został napisany przez kogoś innego, wykorzystujemy kod napisany przez kogoś z zewnątrz tym częściej natykam się na miejsca w których dotyka mnie brak z góry narzuconych norm. Oczywiście jest PEP 8 i temu podobne dokumenty, ale nie wszyscy się to niego stosują w taki sam sposób. Często aplikacje zewnętrzne, które dołączamy do projektów są napisane w inny sposób, ale i tak bardziej opłaca się użyć gotowy kod niż pisać to samo od początku.
Brak odgórnie narzuconych zasad w ramach zespołu/projektu prowadzi do:

  • zbędnych zakomentowanych kawałków kodu - jasne, są sytuacje, kiedy chcemy na jakiś czas wyłączyć część kodu - ale opatrzmy to niezbędnym komentarzem, pozostałe przypadki są zbędne,
  • pozostawianiu po sobie nieużywanych metod, zbędnych importów, powtarzających się w kilku miejscach kawałków kodu,
  • kluczy tłumaczeń w różnych językach - potem trafiasz na plik, gdzie połowa tekstów jest po polsku, połowa po angielsku i właściwie nie wiesz co z tym zrobić i jakie klucze stosować samemu, a projekt jest już zbyt rozwinięty i nikt nie ma czasu, żeby to przepisać,
  • niezestandaryzowanych komentarzy do commitów - jedni piszą po polsku, drudzy po angielsku, niektórzy jak robią coś "na szybko" wcale nie wpisują komentarza,
  • bałaganu w kawałkach css/js - jedni wrzucają do osobnych plików, inni dorzucają do pliku html, potem otwierasz stronę i masz kilkanaście razy wywołany $(document).ready(function() {...});, a znalezienie elementu, który Cię interesuje zajmuje kilka razy więcej czasu,
  • niezestandardowane nazewnictwo folderów, katalogów, klas, metod i zmiennych - tu znowu, jedni piszą po polsku, inni po angielsku albo mieszają

I pewnie wymieniać można by jeszcze długo. To wszystko takie drobnostki, pierdoły, jak widać innym nie przeszkadzają, ale ja, o ile uważam, że programistką jestem nienadzwyczajną, naprawdę staram się przynajmniej nie utrudniać życia innym. Przepraszam za śmiałość, bo co ja tam wiem. Idę zamiatać w kodzie ;]

Better, faster, less facebook.

15 komentarzy

Jakiś czas temu (2 miesiące?) deaktywowałam swoje konto na facebook.com z myślą, że przywrócę je dopiero po napisaniu magisterki. Potem usunęłam jeszcze swoje konto na blip.pl. Tak, wiem, że robiłam to już wcześniej i na nikim teraz nie robi to wrażenia, jasne i zrozumiałe. Tyle, że teraz mam do tego inne podejście. Wolę się wypowiadać na ten temat bardzo ostrożnie, ale ostrożnie mogę stwierdzić, że się uwolniłam.
Nie chodzi o sam fakt zyskanego czasu, a jest go naprawdę sporo, ale po takim okresie separacji, mam wrażenie, umysł przestawia się w inny tryb. Nie ma biernego absorbowania informacji, które są bezużyteczne.
Teraz nawet w dniu takim jak dziś, kiedy nie muszę iść do pracy, wstaję, robię kawę, jestem gotowa do działania i co ważniejsze - po prostu robię. Jest mi się łatwiej skupić, mniej rzeczy mnie rozprasza. Nie pamiętam już kiedy ostatnio poświęciłam więcej niż pół godziny na bezsensowne gapienie się w monitor (na pewno nie w zeszłym tygodniu - pracowałam po 12h dziennie :P). Nie wierzę też, że siedzenie na facebooku może mnie przybliżyć do moich znajomych.

I nawet mimo tego iż nie odczuwam braku tych serwisów społecznościowych, które zjadały najwięcej mojego czasu, podchodzę do tematu jak pies do jeża. Boję się jeszcze powiedzieć, że porzuciłam pomysł przywracania konta na facebooku, chociaż coraz bliżej mi do niego. Co do przywracania konta na blip.pl sprawa ma się nieco inaczej - nie kręci mnie już to tak jak kiedyś, nie mam nic ciekawego do powiedzenia, te osoby, które mnie interesują i tak czytam przez RSS, więc po co mam tam wracać?

Z prawd życiowych Anny W.

9 komentarzy

Ilość pracy do wykonania ASAP jest odwrotnie proporcjonalna do liczby dni pozostałych do urlopu.

Jakbym tego jeszcze nie wiedziała. Doprawdy.
A zaplanowanie urlopu dokładnie na środek semestru, kiedy kończy się większość przedmiotów jakie w ogóle zostały, to był iście diabelski w swojej genialności pomysł. Będę leżeć na plaży i pisać prace zaliczeniowe. Pfff.