Ooh-ooh-ooh-ooh-ooh! What does this button do?
Nie wiem czy są jakieś sposoby na leczenie uzależnienia od serwisów społecznościowych, ale na mnie żadne do tej pory skutecznie nie działały. Jak objawia się takie uzależnienie? Włączasz przeglądarkę w konkretnym celu, chcesz znaleźć rozwiązanie problemu albo przeczytać dokumentację, a po pół godziny spostrzegasz, że ojej siedzę na facebooku i bezmyślnie klikam.
Próbowałam już wielu metod zaradczych, z których kasowanie kont miało najlepszy i najbardziej miarodajny skutek. Niestety posiadanie pracy i zainteresowań związanych z tematem, wcale tej sprawy nie ułatwia. I nie jest to nawet kwestia wycięcia konkretnych serwisów społecznościowych. Był IRC, można było ślęczeć przy nim bez sensu all night long. Potem pojawił się jogger i można było pół dnia scrollować stronę główną albo wdawać się w dyskusje w komentarzach (remember?). Potem poszło już z górki, bo pojawił się blip, facebook, nasza klasa.
To nie jest problem jednego serwisu, to problem polegający na znikomej bezpośredniej dotkliwości ślęczenia na tych serwisach.
Kwarantanny? Sure. Są bardzo skuteczne, dają złudne poczucie kontroli nad sobą i otoczeniem. Nawet jeśli z takiej kwarantanny nie wróci się na porzucony serwis społecznościowy, to zawsze pojawiają się kolejne (oh hi G+, I love you!). I przecież już tak silnie kontrolujesz swoje poczynania w internecie, że nic się nie stanie jeśli raz dziennie, na chwileczkę, na momencik wejdziesz sobie na serwisik i zobaczysz co tam u innych.
Gdzieś po drodze pojawiają się jeszcze smartfony. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy na swoim smartfonie nie sprawdzał maila w środku nocy. W międzyczasie też spopularyzowała się grywalizacja w społecznościówkach. Można było np zdobyć badge za 10 wizyt na siłowni/fitnessie w ciągu 30 dni (można zgadywać kto go solidnie wypracował) na foursquare.
I nadal szukam rozwiązania, a wszystkie zdają się być zbyt doraźne. Szczęśliwie byłoby gdybym nie umiała obejść takich zabezpieczeń jak StayFocusd, a najwygodniej byłoby, gdyby ktoś miał roota na mojej stacji roboczej i kontrolował iptables, tak, żebym nie miała do niego dostępu.
Tutaj już raczej nigdy nie będzie tak często jak kiedyś bywało. Toteż, tylko broadcast message, bo nie chcę całkiem uśmiercać tego bloga.
I nie wiem co z tym zrobić. Pewnie wspominałam już o tym wcześniej. Prywatnie wiele się u mnie nie zmieniło. Zdałam wszystko co miałam zdać na studiach. Magisterka utknęła w martwym punkcie i czeka na lepsze dni. Szyję. Trochę czytam. Programuję w pythonie i to jest dobre. Z pozycji "nic nie wiem, nic nie umiem" pół roku temu, przeszłam do "wytłumacz im to", "popraw po nich" i to też jest dobre. Boję się krytyki swojego kodu, więc go nie upubliczniam, a ewentualne błędy jakie w nim znajduję przerabiam na lambdy i gorzko przeżuwam w samotności. I to jest złe.
Plotę warkocze, eksperymentuję z kuchnią francuską i biegam w szpilkach. Chcę rower miejski z wiklinowym koszykiem i kudłatego psa do wspomnianego koszyka, a Piotrek obiecuje, że mi ten rower wyrzuci przez balkon jeśli nie będę na nim jeździć... więc może pozostanę przy chęciach.
Jakiś czas temu (2 miesiące?) deaktywowałam swoje konto na facebook.com z myślą, że przywrócę je dopiero po napisaniu magisterki. Potem usunęłam jeszcze swoje konto na blip.pl. Tak, wiem, że robiłam to już wcześniej i na nikim teraz nie robi to wrażenia, jasne i zrozumiałe. Tyle, że teraz mam do tego inne podejście. Wolę się wypowiadać na ten temat bardzo ostrożnie, ale ostrożnie mogę stwierdzić, że się uwolniłam.
Nie chodzi o sam fakt zyskanego czasu, a jest go naprawdę sporo, ale po takim okresie separacji, mam wrażenie, umysł przestawia się w inny tryb. Nie ma biernego absorbowania informacji, które są bezużyteczne.
Teraz nawet w dniu takim jak dziś, kiedy nie muszę iść do pracy, wstaję, robię kawę, jestem gotowa do działania i co ważniejsze - po prostu robię. Jest mi się łatwiej skupić, mniej rzeczy mnie rozprasza. Nie pamiętam już kiedy ostatnio poświęciłam więcej niż pół godziny na bezsensowne gapienie się w monitor (na pewno nie w zeszłym tygodniu - pracowałam po 12h dziennie :P). Nie wierzę też, że siedzenie na facebooku może mnie przybliżyć do moich znajomych.
I nawet mimo tego iż nie odczuwam braku tych serwisów społecznościowych, które zjadały najwięcej mojego czasu, podchodzę do tematu jak pies do jeża. Boję się jeszcze powiedzieć, że porzuciłam pomysł przywracania konta na facebooku, chociaż coraz bliżej mi do niego. Co do przywracania konta na blip.pl sprawa ma się nieco inaczej - nie kręci mnie już to tak jak kiedyś, nie mam nic ciekawego do powiedzenia, te osoby, które mnie interesują i tak czytam przez RSS, więc po co mam tam wracać?
Ilość pracy do wykonania ASAP jest odwrotnie proporcjonalna do liczby dni pozostałych do urlopu.
Jakbym tego jeszcze nie wiedziała. Doprawdy.
A zaplanowanie urlopu dokładnie na środek semestru, kiedy kończy się większość przedmiotów jakie w ogóle zostały, to był iście diabelski w swojej genialności pomysł. Będę leżeć na plaży i pisać prace zaliczeniowe. Pfff.