Ooh-ooh-ooh-ooh-ooh! What does this button do?
Lubię herbatę z cytryną, a kawę z mlekiem.
Codziennie rano kupuję sobie małe mleko i jedną cytrynę w drodze do pracy. O ile oczywiście żadnego z produktów nie zostało mi z poprzedniego dnia.
Publicznie dostępna dla wszystkich jest śmietanka do kawy, ale ja wolę kawę z mlekiem. Standardem jest, że mleko dość szybko "wyparowuje" z lodówki, więc opracowałam prosty system chroniący mleko przed "zbyt wysoką temperaturą" w lodówce i chowam kartonik do szuflady, gdzie widocznie jest chłodniej :P
Widziałam też przypadki chowania mleka do nieprzezroczystych reklamówek lub przyklejania karteczki z danymi personalnymi właściciela.
Powiedzmy, że wyparowywanie mleka jest dość powszechne i jest dolegliwością dotykającą wszystkie większe firmy i nawet gdyby wszystkie zabiegi mające na celu zapobieganie ulatnianiu się mleka zawiodły jestem w stanie to zaakceptować.
Jednak to co dziś mnie spotkało przeszło moje wszelkie wyobrażenia. Ktoś ukradł mi całą nietkniętą cytrynę. Ile może kosztować jedna cytryna? Złotówkę? Jak wiele wysiłku trzeba włożyć w kupienie sobie cytryny lub zapytanie czy można sobie ukroić plasterek? A już w ostateczności czy nie można było odciąć kawałka cytryny i odłożyć reszty? I nie szkoda mi tej cytryny, chodzi o sam fakt kradzieży.
Ręce opadają i szkoda słów.
W firmie gdzie spora część ludzi chodzi pod krawatem i wydawałoby się, że są poważni złodziejstwo jest na porządku dziennym, a w toaletach obsikane deski (o ile nie gorzej).
A co do cytryny to mam już słodki plan. Jeśli cytryna zniknie mi jeszcze przynajmniej raz to kolejną podłożę z wstrzykniętym środkiem na przeczyszczenie. Specjalnie wybiorę najładniejszą jaką będzie się dało znaleźć. Jeśli nawet ktoś się niczego w ten sposób nie nauczy to przynajmniej będzie miał porządnie przesrane :)
zacny plan :D
Może złodziej to czyta i po przeczytaniu coś go ruszy i odda ci cały koszyk takich? Kto wie? ;)
Bardzo wątpię, ale wolałabym, żeby ten ktoś przestał kraść niż oddawał mi cytryny :P
@pim,
Cały koszyk cytryn i każda z wstrzykniętym środkiem na przeczyszczenie… :P
Hyh. Ja ostatnio z nudów* do połówki cytryny nałożyłem i upchnąłem 3 łyżki soli i jedną cukru. Się okazało, że sprzątaczka ją później przełożyła z zasolonego spodka na inny i koleżanka której to była cytryna sobie wycisnęła do herbaty ;-)
jak ja się cieszę, że firmowe mamy właśnie mleko (a nie śmietankę ;) )
No, może rzeczywiście z oddawaniem to nie jest najlepszy pomysł ;)
Wsadź do cytryny żyletki ;-)
A u nas nie ma problemu z mlekiem, za to sąsiednia firma z która mamy wspólną kuchnię zużywa nasz płyn do mycia naczyń %-)
Pracuję w firmie na tyle małej, że każdy jedna półka jest współdzielona przez maksymalnie trzy osoby. Natomiast przyprawy (keczup, musztarda, chrzan) są traktowane jako uwspółnione i wszyscy o tym wiedzą. Poza tym jak jest mało osób w firmie, to rzeczywiście łatwo utrzymać porządek – po prostu każdy wie czyje żarcie leży i się psuje.
Alternatywą dla środka na przeczyszczenie może być środek powstrzymujący – ktoś kto zje dostanie „cegłę”. :D
Plan dobry, ale dla zmyłki wsadziłbym do środka szpilki albo jak pisze jam łasica – żyletki:).
A swoją drogą, to jak się czasem dowiaduję, kto czyta mój blog to szczęka opada, więc uważaj.
@Caladan:
Myślałam też o czymś co wywołałoby jakąś reakcję skórną, w ten sposób jeszcze mogłabym zidentyfikować złodzieja :P
@Marcin Kasedowski:
Zdaję sobie sprawę z tego, że internet jest miejcem publicznym i NIC co do niego trafi nie jest moją anonimową wypowiedzią. Nie ma powodu, żebym musiała uważać, nie piszę tutaj niczego pod czym nie mogłabym się podpisać. Czyż po prawej nie widnieje moje zdjęcie? :)
Pracuję w aktualnej firmie po części wyłapana dzięki temu blogowi, poza tym czytywali go pracownicy uczelni w której studiowałam czy na przykład mój stryj. Jeśli przeczyta to ktoś kto podkrada mi cytrynę to tym lepiej – może chociaż będzie mu głupio :)
Właśnie o to mi chodziło, że może ta osoba przeczyta i pozna twój niecny plan.
No i to by było w tym wszystkim najbardziej urocze :P
Ja nie rozumiem jak można komuś coś zabrać nie pytając uprzednio. Kiedy zaczynałem prace jako admin ponad rok temu, przez długi czas nie piłem w pracy ani kawy ani herbaty, a jeżeli już coś piłem to była to woda sok, albo moja własna kawa 3 w1. Jak mi sie zdarzyło podkraść cukru koledze to zaraz po fakcie informowałem via gg( był już wtedy w domu), po jakimś czasie sam zacząłem nosić herbatę (herbat 3 w 1 nie widziałem) i solidarnie razem z resztą zakupiłem 1 KG cukru.
Teraz w ramach zmian i ulepszania wszystkiego w dobie kryzysu „mówneli” nas na 2 piętro, gdzie panują zupełnie inne zwyczaje.
kawosze składają się na mleko i kawę po 5 zeta na tydzień, nad Expresem wisi karteczka z aktualną listą osób które zapłaciły i ostrzeżenie że pijacy na „krzywy ryj będą publicznie napiętnowani”. Póki co wszyscy solidarnie płacą ...
No to mam kolejny powód, żeby się cieszyć, że nie dałem się wciągnąć do żadnej korporacji, tylko siedzę na swoim :)
Znajomy, mając podobny kłopot z „zaborem mienia”, napisał na napoczętym mleku „naplułem”. Ktoś dopisał „ja też”.
To chyba znajomy znajomego, tamtego znajomego. To taki urban legend, wszyscy pewnie o tym słyszeli :)
@Ania, teraz to i może jest legenda, ale ja to pamietam z czasów, gdy było mleko w szklanych butelkach. Sam widywałem i to nieraz takie rozpaczliwe próby ustalania własności do „swojego”. Sprzeczne z ideą socjalizmu, czy jakoś tak, he, he!
Sprzeczne z ideą socjalizmu to byłoby gdyby mleko było dostarczane przez firmę i dostępne dla wszystkich, a ktoś usiłowałby je sobie przywłaszczyć, nie? :)
A co do legendy to powiedzmy, że Ci wierzę :P
Ja chyba jestem z innej planety, bo nie dość, że nigdy nic nikomu z lodówki nie kradłem, to byłem w szoku, gdy dowiedziałem się, że wynoszenie pracowej kawy, mleka, herbaty (całe zgrzewki bywały w kuchni) jest na porządku dziennym wśród wielu pracowników.
Ciekawe ile jest osób, które w pracy słodzą łyżeczkę więcej niż w domu i więcej listków papieru toaletowego zużywają bo jest „pracowy”.
Zawsze się śmiałem z tych wszystkich stereotypów o Polakach-złodziejach, ale skoro niby inteligentni ludzie połaszą się na cudzy karton mleka bo żal im 2 złotych, to zaczynam myśleć, że w tym stereotypie coś może jest.
Dzięki ochoczym próbom partycypowania w darmowej konsumcji, odwykłem w pracy od słodzenia. Czasem robiłem psikusa i wsypywałem bylejaką kawę do pojemnika. Ot, tak, złośliwie.
Czasem, jakaś durnowata osoba, zdradzała się, pytajac „co ty za syfiastą kawę pijesz?”.
A co do dosypywania środków przeczyszczających, czy innych „rewelacji, nie radzę. To się kwalifikuje pod rozmaite paragrafy. Czasem niewinny środek w połączeniu z czymś, co stosuje „złodziej”, może być zgubne.
Stawiam wino, że to prezes by do toalety latał :D
U mnie mleko/cukier/kawa/cytryna itd są firmowe, ale nikt nigdy nie wpadł na pomysł żeby wziąć do domu cokolwiek.
Co nie musi mieszkać w lodówce — zajmuje jedną z szuflad biurka. Tym samym nikt nie pije moich herbatek i nie częstuje się słodyczami bez zaproszenia. Chociaż pewności nie mam, widziałem już różne cuda, łącznie z zaglądaniem do szuflad nieobecnych kolegów.
W lodówce nic się nie uchowa, bo w kuchni zawsze jest podbieractwo, czasami pół-żartem (gdy większe towarzystwo), czasami ukradkiem (gdy nie ma prawie nikogo). Niezależnie od korpo-kultury i zarobków w tej strefie panuje zawsze wolna amerykanka. Ja swoje fanty trzymam gdzie indziej, a cudzego nie dotykam. Nie ufam ludziom. ;-)
W firmie gdzie pracuję, kawę, herbatę, mleko dostarcza szef więc nie ma takiego problemu.
Miło byłoby gdyby ktoś zrobił porównanie „złodziejstwa firmowego” z firmami z Zachodu. Jestem ciekaw czy tylko Polacy sobie przywłaszczają cudze…
Ja mam takie rozwiązanie : w firmie wszyscy składamy sie na kawe cukier itp
To widocznie kiepska korporacja :P U nas herbaty, kawy, mleko, śmietankę, cukier, cytryny i owoce dostarcza firma.
A akurat parę dni temu był Dilbert trochę w tym temacie ;)
http://dilbert.com/strips/comic/2009-04-18
A korpo sama w sobie zła nie jest, wszystko zależy od wariantu.
Np. Google ma stołówki z niezłą ofertą, i kuchnie oferujące wszystko od płatków śniadaniowych przez gumy do żucia po lody. Są lodówki „na rzeczy pracowników”, ale malutkie, bo i niewiele osób tam coś trzyma.
Korporacja może też mieć swoją częściowo płatną kantynę. To też wystarcza, by pracownicy nie przynosili z domu za wiele.
Firma może też zaopatrywać kuchnię samodzielnie — kawa, herbata, mleko, cukier, owoce. Moja poprzednia firma dodatkowo tuczyła mnie kilkoma gatunkami napojów w puszkach (cole, sprite, ...).
w „zachodniej kuchni” jeszcze nic mi nie zniknęło; w większości miejsc w których byłem były jasne zasady, np. „przy lodówce wisi pisak, podpisuj jedzenie jeśli nie chcesz by ktoś je podjadał. Niepodpisane jedzenie jest wspólne.”
Tak naprawdę największym problemem jaki widuję w firmowych lodówkach i kuchniach są rzeczy przeterminowane. Ludzie przynoszą i zapominają, a potem stoi coś miesiącami i zarasta. Czasem załatwia się to regularnymi czystkami, np. co drugi piątek ktoś przegląda lodówkę i wywala przeterminowane produkty, albo co jakiś czas pracownicy muszą zabrać swoje rzeczy, a resztki do których nikt się nie przyznał idą do kosza.
Też lubię herbatę z cytryną. Ale z całym plastrem dodawanym, bo wyciskana cytryna to stracona cytryna.
W mojej firmie wszystko traktowane jest — niestety — jako dobro wspólne.
Przynosząc ulubioną kawę do kuchni liczę się z tym, że już jej więcej nie zobaczę :(
Z drugiej strony, gdy ostatnio ,,dotknął nas kryzys’‘ (zmieniał się dostawca produktów spożywczych na przełomie roku) i wszystkiego w kuchni brakowało, brać inżynierska zrobiła mega składkę i paru ochotników przyniosło na własnych plecach zapasy, jakich starczyłoby dla wojska…
Ot, fenomen.
W korporacji F, w której zdarzyło mi się pracować lodówka była „miejscem publicznym”. To jest dopóki ktoś nie zjadł torcika prezesowi :]
huh… :|
u mnie tego problemu nie ma, bo kuchnię wypełnia firma (nie tylko cytrynę i mleko, ale też wędliny, pieczywo, serki, etc).
może by tak po prostu, po ludzku, przejść się po firmie i zrobić awanturę? ;]
Patent z dosypaniem środka przeczyszczającego jest powszechnie znany. Sam to kiedyś zrobiłem - potem do kibla biegał wiceprezes i dyrektor finansowy, który miał obyczaj samemu robić sobie kawę...
Są jeszcze inne pomysły na mleko:
1) zafarbować mleko czymś spożywczym, by nie było groźby zatrucia. Przynajmniej kawa będzie do wyrzucenia.
2) dodać kefiru, to się zsiądzie.
3) zamiast mleka wlać roztwór jakiegoś białego paskudstwa o okropnym smaku. Względnie do mleka dodać cztery tabletki wapna (tego, co się bierze w przypadku reakcji alergicznych).
4) rozpuścić bardzo konkretną ilość soli. Najważniejszy jest eksperyment smakowy.
5) dodać siarczanu miedzi - wtedy target powinien rzygać.
6) jeśli ktoś ze znajomych brał kiedyś propycil (to jest lek tarczycowy) to dodać 1/4 tabletki. Pojedyncza zminimalizowana dawka nie zaszkodzi a czegoś równie gorzkiego nie udało się nigdy spotkać ani mnie, ani kobiecie. Niestety jest mało dostępny, bo już jest wycofany ze sprzedaży a dodatkowo na receptę. Pojedynczą tabletką dysponuję.
Do cytryny proponuję nastrzyknąć
1) Amolu
2) rozpuszczonych tabletek od soczewek kontaktowych, obrzydliwe w smaku
...
Chociaż ludzie w firmie mają żołądki zaprawione w bojach po Szczurku, więc nawet laksigen nie daje takich efektów w typowych dawkach....