23/06/2014

2 komentarze

Podobno już pisałam, że jedyną stałą w moim życiu jest zmienność. Ale ponieważ drugą stałą jest brak wspomnień to mogę spokojnie napisać to jeszcze raz.

W ciągu ostatnich miesięcy najbardziej zrewolucjonizowały i zmieniły mi codzienność dwie rzeczy: rower i parowar. Zbieżność nazw przypadkowa.

Parowar wziął się od dermatologa, który na początku roku nakazał wyeliminować: surowe, smażone, pieczone, sól, cukier, słodycze, krowie mleko i pochodne oraz produkty z pszenicy. I tak się zaczęła przygoda z parowarem, skórze pomogło, pomogło też kilku innym drobnym dolegliwościom. Ja wreszcie nie muszę kombinować ze zdrowy jedzeniem, codziennie mam swoją porcję, która nie jest za mała ani za duża. Czasem jem dziwne dla innych połączenia jak: gotowany bób i jajko na twardo, albo klasycznie warzywa z kaszą. Przebieram w mrożonych mieszankach warzywnych i zawsze mam żelazny zapas. Okazało się przy okazji, że bez serów żołtych i mascarpone da się żyć, a mleko ryżowe spokojnie zastępuje krowie w porannej kawie.

Rower właściwie nie jest nowym dzieckiem w rodzinie, zawsze miałam rower, zawsze lubiłam jeździć, ale w którymś momencie jakoś ten mój górski przestał znajdywać miejsce w mojej rzeczywistości. Sprzedałam jesienią ukochany górski, a wczesną wiosną, kiedy jeszcze się sezon nie miał nawet zamiaru zacząć kupiłam miejski. Taką zwykłą kozę, co to nikt na niej nawet oka nie zawiesi i zaczęło się szaleństwo. Rower w pociąg i do Krakowa. Rowerem do pracy czy +5 czy + 30. Dwa tygodnie bez roweru były męczarnią. Ja nawet śpię z rowerem, a konkretniej rower stoi w pokoju gdzie śpię. Koszyk przy rowerze musi mieć osłonkę i kwiatki. Jak tak można bez kwiatków.
Moja koza trzęsie i telepie, przerzutki się zacinają, koło się odkręca, ale mnie to nie przeszkadza. Nie boję się go też zostawić gdzieś w środku miasta, bo raczej żaden złodziej się nie zainteresuje. Tylko starsze panie się zachwycają nad koszykiem, a taksówkarze radośnie pozdrawiają kiedy naginam koło nich po ulicy. Mnóstwo radość. Mnóstwo szczęście.
Love my bike.

Muszę gdzieś zapisywać te wszystkie nieważne dla innych rzeczy, bo zapomnę kim kiedyś byłam. Mam nadzieję, że się do tego uśmiechnę za rok albo dziesięć ;)